niedziela, 28 października 2018

Zaczynając od moich ulic...


Moje ulice znajdują się jedynym z największych osiedli w Radomiu-Ustroniu. Do przygotowania tej pracy musiałam zasięgnąć nie tylko rozmów z żywym zbiorem wiedzy w mojej rodzinie –babcią, ale również do książek i stron internetowych. Szukanie informacji było lekko kłopotliwe. Może, dlatego, że Ustronie jest dość młodym osiedlem. Dawniej była to wieś, która została przyłączona do miasta w 1916 roku. Jednak pierwszy blok został zasiedlony dopiero w 1972roku.
Pomijając czysto historyczne informacje. Ustronie jest dla mnie miejscem, w, którym się wychowałam. Pierwsze moje wspomnienia są właśnie stąd. Co prawda minęło już kilka lat odkąd byłam małym szkrabem i samo osiedle też się zmieniło.
         Wygląd osiedla kiedyś, a dziś różni się. Jak dla mnie przed odnowieniem Ustronie wyglądało jak typowe komunistyczne osiedle. Mnóstwo bloków jeden na drugim, równie dużo mostów. Na osiedli było bardzo dużo placów zabaw. Największym z nich była Górka Indiańska. Ustronie po renowacji pozbyło się starych, nierównych chodników. Na rzecz nowych ładnych ścieżek. Zniknęły też place zabaw. W ich miejsce postawiono nowe, które moim zdaniem nie są tak super jak poprzednie. Może to tylko moje przywiązanie sentymentalne, w końcu spędzałam mnóstwo czasu na tych placach. Najlepiej z placów pamiętam dużą huśtawkę, na której bujało się na wielkich starych oponach. Zdecydowanie ta huśtawka robiła furorę. Może i osiedle się zmieniło, jednak w mojej głowie zostanie zawsze tym samym starym Ustroniem , na którym się wychowałam.
         Chodząc ze znajomymi po nowej ścieżce ,którą my nazywamy ,,długą’’ ze względu na jej wygląd i długość, wracają mi wspomnienia z wczesnego dzieciństwa. Jest to dosyć nowa ścieżka powstała może cztery lata temu. Biegnie ona od Kościoła Świętego Rafała, aż do stawu obok tak zwanej Górki Indiańskiej. Kościół obok ,którego zaczyna się ,,długa ‘’ jest punktem orientacyjnym. Jednak powszechnie znany jest, jako kościół z stawem, ponieważ na tyle kościoła znajduje się niewielkie oczko wodne, a wokół niego kilka starych ławek. Górka Indiańska, czyli drugi koniec ścieżki była kiedyś znaną wioską Indiańską. Ja niestety nie miałam okazji bawić się tam. Co nie zmienia faktu, że nazwa jak i historie związane z wioską zostały.
         Jest takie miejsce na ścieżce, a raczej było, ponieważ po wyremontowaniu już jej nie ma. Był to fragment ścieżki obok płaczącej wierzby. Właśnie tam powstało jedno z zdjęć z czasów, gdy chodziłam do przedszkola. Nawet w momencie pisania w mojej głowie widzę to zdjęcie- wesołej dziewczynki na hulajnodze. Samego dnia zrobienia zdjęcia nie pamiętam, ale wydaje mi się, że był to bardzo wesoły dzień inaczej to zdjęcie nie zapadło by mi tak bardzo w pamięć. Przedszkole było w moim życiu etapem, do, którego chętni bym wróciła.
          Chodziłam, aż do trzech przedszkoli. W pierwszych dwóch byłam, ponieważ w innych -bliżej mojego miejsca zamieszkania nie było miejsca. Pomimo uczęszczania do trzech przedszkoli pamiętam tylko jedno, czyli ostatnie z nich. Znajduje się ono na PCK. Stamtąd mam wspaniałe wspomnienia. Poznałam tam wiele osób, a kilka z nich poznaje na ulicy. Pisząc o kolegach z przedszkola przypomniała mi się pewna dość zabawna sytuacja. Było to około dwóch lat temu. Idąc przez Galerie Słoneczną spotkałam koleżankę z chłopakiem, którego myślałam, że nie znam. Po chwili rozmowy okazało się, że był to Filip chłopak o bardzo ładnych i zarazem charakterystycznych oczach, dzięki, którym go rozpoznałam.
         W czasie uczęszczania do przedszkola, głownie zajmowali się mną dziadkowie. To oni nauczyli mnie takich podstawowych rzeczy jak szyć, czy obierać ziemniaki. Pomimo, że są to czynności teraz dla mnie normalne, wtedy były dla mnie niesamowitą zabawą wraz z dziadkiem. Śmiało mogę przyznać, że byłam oczkiem w głowie dziadków. Zwłaszcza dziadka, z którym uwielbiałam spędzać czas. Zaprowadzał mnie on do przedszkola, później do podstawówki. Często chodziłam z nim na zakupy. Zawsze rozpieszczana byłam za dobre zachowanie nagrodą w postaci lizaka, które nadal uwielbiam i, które wywołują u mnie miłe wspomnienia tamtych lat.
         Ustronie zawsze mogło szczycić się czymś, czego nie miały wszystkie inne osiedla –dużą górkę. Wspominałam o niej wcześniej, mowa tu o Górce Indiańskiej. W zimę górka stawała się miejscem spotkań wszystkich dzieci z okolicy. Wspaniałe wspomnienia zjeżdżania na sankach, jabłuszku czy po prostu na pupie. Cieszę się, że za czasów, kiedy ja byłam młodsza na zimę padał obfity śnieg i można było korzystać z pogody. Teraz uważam, że owszem jest śnieg, są sanki, jest również górka, ale to nie to, co kiedyś. Nie ma tych tłumów dzieci z rodzicami, teraz są pojedyncze osoby.
         Po przedszkolu przyszedł czas na podstawówkę. Daleko do niej nie miałam. Gdyby nie wieżowiec stojący przed blokiem mojej babci bez problemu można było by dostrzec nawet osoby wchodzące do budynku. Mimo tak bliskiego położenia szkoły dziadek i tak wolał mnie odprowadzać. Robił to jednak tylko w zerówce, później do szkoły chodziłam już z koleżankami. Pamiętam pewną sytuacje, gdy wstałam, jako pierwsza. Postanowiłam, że sama naszykuje się do szkoły i sama do niej dotrę. Jak wymyśliłam tak postanowiłam. Po wyjściu z domu nie przemyślałam jednak jednej kwestii. Mianowicie z balkonu mieszkania dziadków, które znajduję się na trzecim piętrze był widać jednak kawałek mojej drogi do szkoły. Po tamtej sytuacji w rodzinie zaczęłam uchodzić za Zosie samosie.
         Tak jak do przedszkoli chodziłam trzech w podstawówkach byłam dwóch. Idąc do czwartej klasy przeniosłam się z szkoły podstawowej numer 9 do podstawówki numer 4. Ta, do, której się przeniosłam, a i owszem chodząc do niej odniosłam kilka sukcesów w sporcie. Mimo to lepiej niż osiągniecia sportowe wspominam drogę do szkoły. Mam wrażenie, jakby działo się to dosłownie wczoraj. Na początku czwartej klasy późniejsza obwodnica była dopiero w trakcie budowy. Co nie było problemem dla mnie i mojej kuzynki Karoliny, z, którą chodziłam do szkoły. Teraz, gdy idę obwodnicą widzę gdzieś w głębi głowy obraz placu budowy. Wyznaczonej krętej ścieżki, aby dojść. Pełnej piachu, po deszczu błotnistej, a w zimę śliskiej i białej.
         Podstawówka szybko przeleciała, nadeszło gimnazjum. Chodziłam do gimnazjum numer 2. Była to szkoła niemal rodzinna. Skończyła ją moja mama i całe jej rodzeństwo, gdy była ona jeszcze podstawówką. Po przemienieniu jej w gimnazjum skończył ją mój starszy brat- Nikodem i kuzyn Albert. Z okien szkoły widać było mniej więcej środek długiej. Przez, którą codziennie przechodziłam idąc i wracając ze szkoły. Okres gimnazjum był dla mnie czasem wzlotów i upadków. Często nie miałam chęci nawet patrzeć na dzieci na placu zabaw, a to lubię robić, ponieważ przypomina mi to czasy jak sama mogłam tak beztrosko biegać i się bawić. Gimnazjum minęło dość szybko. W sumie szkoda, bo pod koniec trzeciej klasy stworzyła mi się paczka. W jej składzie byłam ja, Maciek, Gabrysia, Oskar, Dominik. Moglibyśmy wychodzić wtedy ze sobą codziennie. Spotykaliśmy się głównie u na podstawówce numer 9, była to ta, z, której przepisałam się pod koniec trzeciej klasy. Mnóstwo czasu spędzonego razem, a jednak zawsze potrafiliśmy znaleźć jakieś zajęcie. Najlepszym wspomnieniem z tego okresu jest dla mnie wieczór w ferie tego roku. Wszyscy siedzieliśmy u mnie w domu. Nagle zaczął padać bardzo intensywnie śnieg. Niecałą godzinę później byliśmy już w drodze na podstawówkę –nasze miejsce spotkań. Obok placu zabaw, na którym zazwyczaj siedliśmy znajdowało się boisko. Tamtego wieczoru było ono całe w śniegu. Wiec bez namysłu weszliśmy na nie. Zbudowaliśmy wtedy bałwana, rzucaliśmy się śnieżkami i robiliśmy aniołki. Ten wieczór wspominam najlepiej z całego okresu bycia w gimnazjum.
         Teraz są czasy liceum. Ledwo się zaczęły, ale wiem, że będzie ciężko. Cieszy mnie to, że moja paczka trzyma się dobrze, a nawet doszło do niej kilka nowych osób. Co prawda teraz moje Ustronie nie przypomina tego z dzieciństwa, ale w mojej głowie zachowało się , jak na starych zdjęciach i wspomnieniach, które są w mojej głowie , a których nikt mi nie odbierze

czwartek, 18 października 2018

Recenzja,odczucia,spostrzeżenia po obejrzeniu filmu ,,Kamerdyner''

  Zacznę ten post od napisania, kiedy byłam na seansie. Widziałam ten film 15.10 czyli w poniedziałek . Na ten film udałam się wraz z klasą.Odbyło się podczas tego, również spotkanie z reżyserem filmy -Filipem Bajonem.

 Zaczynając od samego początku. Jak dal mnie w tym przypadku będzie to ocenienie aktorów, którzy szczerze podbili moje serce. Omówię trójkę bohaterów ,którzy najbardziej zapadli mi w pamięć  .Wśród nich Janusz Gajos jako Bazyli Miotke .Postać ta trwała przy tym co uważała za słuszne , nie jednokrotnie narażając się przy tym innym. Jednak to w jaki sposób Gajos mówił po kaszubsku wcale nie ukazywało ,że uczył on się wymowy tylko do filmu.Ja odczuwałam jego wymowę,tak jakbym słyszała rodowitego kaszuba z tamtych lat.Kolejną postacią jaką chce omówić jest Marita von Krauss zagrana przez Mariannę Zydek ,która jak dowiedziałam od reżysera jest początkującą aktorką .Wywarła ona jednak na mnie niesamowite wrażenie. Wszystkie uczucia były widoczne ,wyglądały również one naturalnie .Wraz z postacią Marianny można było płakać ,ale również śmiać się. Ostatnim z bohaterów o ,którym chcę wspomnieć jest Mateusz Kroll odegrany przez Sebastian Fabijański. Postać ta urzekła mnie nie tylko wyglądem osobistym,ale również swoim głosem wymową .Jest to aktor ,którego wczesnej nie widziałam w żadnym filmie. Szczerze mówiąc moim zdaniem to dobrze ,ponieważ miała bym tendencje do zakłócania zdania o odegranej przez niego roli.
   Cały film opowiada historię o miłości ,wojnie. Jednocześnie pokazując nam przy tym jak wyglądał świat w tamtych czasach . Cała sceneria film została profesjonalnie stworzona .Stroje postaci jak i również wygląd wokół nich zachwyca.W filmie były też cudowne zdjęcia ukazujące widoki biegnących koni,które zapewne miały na celu przeniesie nas w inny czas .
 Co do samego spotkania z reżyserem -Filipem Bajonem. Nie trwało ono długo jednak podczas niego dowiedziałam się kilku ciekawostek.Jedną z nich jest na przykład to ,że sam reżyser uważa ,że film przy większym budżecie mógł by wyglądać lepiej.Największe wrażenie wywarła na mnie jednak wiadomość ,że film był tworzony z przerwami-z powodu braków środków. Nie znam się zbytnio na procesie powstawania filmów.Wiem ,że nie powstają one od tak chwilę i ich wyprodukowanie nie jest tanie .Jednak zaszokowała mnie ta informacja . 
  Cały film jest niesamowity pokazuje nie tylko ''suche'' fakty historyczne . Wpleciony jest też wątek miłosny.Zobaczyć można sceny,które rozbawią wszystkich. Film ,,Kamerdyner''warty jest polecenia osobom w każdym wieku i ja go serdecznie polecam wszystkim .Nawet tym odpornym na wszelką widzę.

Recenzja filmu,,Kler''

 Tydzień temu nie dodałam wpisu .Pomimo ,że był on gotowy do dodania .No cóż jakoś tak wyszło.Jednak dziś wstawię dwa posty oba będą recenzją filmów,które widziałam w ostatnim czasie.

  Film ,,Kler'' jeszcze przed oficjalną premierą przyniósł wiele kontrowersji.
Film przedstawia członków  Kościoła katolickiego - prezentuje całą ''gamę''duchowieństwa  . Najważniejszy jest cyniczny arcybiskup Mordowicz, którego gra Janusz Gajos. Do jego orszaku należy ksiądz Lisowski (Jacek Braciak). Przedstawicielami małego świata w ,którym trudno cokolwiek zachować w tajemnicy - są ksiądz Trybus (Robert Więckiewicz) i ksiądz Kukuła (Arkadiusz Jakubik). Pierwszy z nich ma problemy z alkoholem i słabość do swojej gospodyni, drugi - niepokojąco dużo czasu spędza z małymi chłopcami.

Głównych bohaterów filmu - Lisowskiego, Trybusa i Kukułę - poznajemy w trakcie imorezy. Mężczyźni spotykają się przy kieliszku co rok ,aby świętować ocalenie z tragedii ,która ich połączyła.Po zakończonej zabawie każdy udaję się w swoją stronę.Od tej chwili będziemy widzieć i poznawać ich zaskakujące historie.

,,Kler''uznawany jest za film ,który pokazuje grzeszki polskich kapłanów.  Moim zdaniem ten film jest smutny i podejmuje poważne tematy.Ukazuje on problemy ludzkich grzeszków popełnianych co dzień . Każdy kto zechce się wyrwać z kręgu kultu przegrywa tę walkę .
   W filmie każda postać jest wielowymiarowa .Można uznać ,że w jeszcze żadnym filmie Smarzowskiego postaci nie były tak złożone.
   
„Kler” pokazuje, że księża to nie bogowie. Jak w każdej grupie są wśród nich ludzie źli, cyniczni i nadużywający władzy.Nowy film Smarzowskiego przypomina też, że Kościół potrzebuje radykalnych zmian,których nie przeprowadzano od dawna.. Przede wszystkim zaś ukazuje obraz człowieka i wszystkich niedoskonałości, które składają się na człowieczeństwo.

sobota, 6 października 2018

Interpretacja wiersza pt,,Nike,która się waha''

         Tym razem wpis nie będzie recenzją,czy relacją z tego co się u mnie działo. Dziś wstawiam                              interpretację wiersza pt,,Nike ,która się waha'' autorstwa Zbigniewa Herberta
        Na samym początku w wierszu autor pokazuje nam kogo widzi. Ma on przed sobą postać Nike moim zdaniem dokładnie rzeźbę bogini.Przedstawiona jest ona ruchu. Autor opisuje delikatność i niepewność postawy bogini.
Kobieta przedstawiona jest w chwili ,gdy trwa wojna.Dostrzega ona wśród walczących żołnierzy młodego chłopaka, który nie jest jeszcze gotowy na śmierć, która zaraz go czeka. Jednak o śmierci chłopca wie tylko Nike ,która widzi jak waga z szalą na którym jest jego życie spada ku ziemi. Tym samym dokonuje się na chłopaku wyrok śmierci.
Nike chciała by pomoc chłopakowi. Dać mu choć trochę słodyczy w cierpkim życiu, czyli dać mu pocałunek. Jednak staje ona w miejscu i patrz na wojnę dalej .Boi się ,że ten który nie zaznał nigdy słodyczy ucieknie. Staje ona w pozycji wahania .Tak jak jest napisane w micie -nie mogła ona pomoc chłopakowi ponieważ nie było to jej zadaniem .Nike jako bogini zwycięstwa zaczęła się wahać co pokazuje tragizm i heroizm młodego żołnierza. Nie świadomego swej śmierci ale gotowego do boju z nadzieją o wieczną sławę. Ostatnia zwrotka pokazuje prawdziwe oblicze wojny .Tak naprawdę nie tworzy ona z żołnierzy bohaterów ,którzy walczą dla ojczyzny .Prawdziwe oblicze wojny to gorycz wielu zabitych ,o których czynach dla ojczyzny nikt nie będzie pamietał